Ciekawostki

Informacje, ciekawostki, legendy, anegdoty. słowem wszystko co chcielibyście wiedzieć o Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej, ale boicie się zapytać. Zachęcamy do lektury!

MEKSYK

Gringo

Gringo w Meksyku to co innego niż gringo w pozostałej części Ameryki Łacińskiej. Tam gringo to po prostu biały, którego rodzinnym językiem nie jest hiszpański. W Meksyku to już gorsza sprawa. Tutaj gringo to Amerykanin zza północnej granicy i bynajmniej nie jest to miłe określenie. Zatem, gdy nazwą Cię gringo w Gwatemali to nie ma się czym przejmować, jeśli zaś tak o Tobie powiedzą w Mexico City i jesteś w ciemnym zaułku wtedy jedyne co pozostaje to zapewnienie wszystkich o odwiecznej przyjaźni polsko-meksykańskiej.

Tortilla

W Meksyku prawie nie ma potraw, do których nie dodaje się tortilli. Do tego kilkunastocentymetrowego okrągłego placka ładuje się wszystko co leży w miseczkach na stole. Za pierwszym razem wszystko zaraz wylatuje z drugiej strony (za drugim pewnie też), ale po jakimś czasie nabiera się wprawy. Tortilla to placek z mąki kukurydzianej z dodatkiem wapienia. Tak, tak, chodzi właśnie o sproszkowany kamień. W wioskach stanu Chiapas czy Tabasco nadal można zobaczyć jak wygląda ich przyrządzanie w sposób niezmienny od tysiąca lat. Kulkę ciasta wkłada się w specjalną drewnianą maszynkę, która ją rozgniata na cieniutki placuszek. Wrzuca się go na wielką blachę, pod którą pali się ognisko. Minuta z jednej strony, minuta z drugiej i już można jeść.

GWATEMALA

Maximón

W miasteczku Santiago de Atitlán nad jeziorem Atitlán można zobaczyć ciekawe połączenie wierzeń Indian z Chrześcijaństwem. Jezuitom nie udało się wyplenić pewnych złych nawyków Majów (chociaż bardzo, ale to bardzo się starali) więc poszli po rozum do głowy i uznali niektórych bożków za katolickich świętych. Maximón został utożsamiony z San Simón (Świętym Szymonem), księdzem który nawracał niewiernych na początku XVII wieku. Teraz i wilk syty i owca cała. Indianie modlą się do swojego bożka, a księża katoliccy udają, że wszystko jest w porządku.

Jadeit

Skarb Majów. Piękny kamień najczęściej o ciemnozielonej barwie. W Palenque w Meksyku znaleziono maskę pośmiertną króla Pacala wykonaną z jadeitu. Można ją porównać do maski Tutanchamona. Kopie tej maski można kupić u każdego jubilera w Antigua. Dla ludzi o nieco bardziej przeciętnej grubości portfela do wyboru są wisiorki, bransoletki, pierścionki. Jeśli ma się szczęście sympatyczny sprzedawca zaprowadzi na tyły sklepu i pokaże warsztat gdzie te cudeńka się wyrabia.

Cukierki

Najpopularniejszą słodyczą w Gwatemali jest obrana trzcina cukrowa. Dostać ją można wszędzie, a już szczególnie natarczywie wpycha się przez okienko samochodu podczas przejeżdżania przez wioskę. Za niewielką opłatą oczywiście. Sprzedawana jest w postaci białych słupków. Wystarczy ugryźć, a czysta rozkosz spłynie do ust. Po wyssaniu tego, co smaczne zostanie kupka suchych wiórów.

Jak kupić samochód?

Słyszałem opowieść o Polaku, który zapytał Gwatemalczyka ile u nich kosztuje fura (znaczy się samochód, ale fura bardziej pasuje do odmiany). Po hiszpańsku "el coche". Więc ile kosztuje "el coche"? "100 dolarów" - odpowiada gwatemalczyk. "100 dolarów? Ale jaka?". "Każda, biała, czarna..." W Gwatemali "el coche" mówi się o świni.

BELIZE

Potrawa narodowa

W Belize mają (jak to sami mówią) dwie potrawy narodowe: rice'n'beans (czyli ryż z fasolą) i beans'n'rice (tego tłumaczyć nie trzeba). Gotuje się jedno i drugie, a później mieli i miesza. Wychodzi z tego papka dodawana do wszystkiego.

Menonici

To odłam chrześcijan nieco podobny do Amiszy. Żyją prawie bez zdobyczy cywilizacji. Mężczyźni chodzą w ogrodniczkach, koszulach z długim rękawem i białych kapeluszach. Dzieciaki płci męskiej dokładnie tak samo (tylko wszystko od ogrodniczków do kapeluszy jest odpowiednio mniejsze). Kobiety w długich sukniach. Menonitów rozpoznać można nie tylko po stroju. Ponieważ jest ich w Belize jedynie około tysiąca wszyscy są ze sobą coraz bardziej spokrewnieni. A to odbija się na cechach zewnętrznych. Tych twarzy nie da się zapomnieć...

PERU

Historia pewnej dziewczynki

Działo się to gdzieś między 1440, a 1450 rokiem, kiedy Krzysztofa Kolumba nie było jeszcze nawet w planach jego rodziców. Na górę Ampato (75 kilometrów na północny zachód od dzisiejszej Arequipy) wchodziła procesja Indian. Wśród nich była czternastoletnia dziewczynka. Kiedy doszli na szczyt (ok 6 300 m n.p.m.) odprawili modły, podali dziewczynce jakiś narkotyk, po czym zabili jednym uderzeniem tępym narzędziem w głowę. Zwłoki ułożyli w wykopanym w śniegu dole i otoczyli poświęconymi przedmiotami, które mogą się przydać w zaświatach. Była to najprawdopodobniej ofiara złożona inkaskiemu bogu gór Apusowi. Pięćset pięćdziesiąt lat później, w roku 1995, grupa archeologów wspinała się na górę Ampato po tym, jak wybuchł nieodległy wulkan Sabancaya. Wybuch i opady gorących popiołów spowodowały stopienie części czapy śnieżnej na Ampato. Dzięki temu archeolodzy znaleźli zamarznięte ciało dziewczynki. Słońce zdążyło już spalić część twarzy, jednak reszta mumii pozostała w idealnym stanie. Znaleziono także przedmioty, które przy niej pozostawili kapłani Inków. Dziewczynka została nazwana Juanita (czasem określa się ją także jako "Ice Maiden") i można ją zobaczyć w muzeum w Arequipie. Wciąż w tym samym lodzie, w którym spoczęła kilkaset lat temu...

Taksówki

Są wszędzie. I dają o sobie głośno znać. Tak żebyś przypadkiem nie przeoczył. Jadąc za Tobą trąbią i przyglądają się czy zwróciłeś na nią uwagę. Dwadzieścia metrów za pierwszą jedzie kolejna. Ta także daje znać. Bo być może 5 sekund temu nie chciałeś taksówki, ale teraz już na pewno chcesz. Piętnaście metrów za drugą jedzie trzecia. Trąbi.... W Arequipie wszystkie taksówki to Daewoo Tico. Prawie wszystkie żółte. I właściwie w centrum nie jeżdżą inne pojazdy. Na głównych drogach pełno busów i ciężarówek. W każdym busie kierowca i jego pomocnik, który przed zatrzymaniem się na przystanku (skąd wiedzą że to przystanek? nie mam pojęcia, bo nie ma żadnych oznaczeń) wychyla się z drzwi i krzyczy ile sił w gardle dokąd to można tym autem pojechać.

Najpiękniejsze niebo na świecie

Nocne niebo widziałem w wielu mniej lub bardziej dzikich rejonach. Inaczej wygląda na półkuli północnej, inaczej na południowej, inaczej w górach, a inaczej w dżungli (gdzie często w ogóle nie wygląda, bo jest szczelnie zakryte chmurami). Najpiękniejsze nocne niebo widziałem w kanionie Colca. Po obu stronach przytłaczają ponad tysiącmetrowej wysokości granitowe i bazaltowe ściany, w promieniu co najmniej 30 kilometrów nie ma prądu - więc nie przeszkadza sztuczne światło, dno kanionu znajduje się na wysokości ponad 2 400 m n.p.m. i jest odseparowane od Pacyfiku i Amazonii - więc w powietrzu prawie nie ma pary wodnej. Do tego na niebie ani obłoczka, wokoło cisza. Smolista czerń oblewa wszystko dookoła. Nie widać własnej ręki. A przez środek nieba przemyka autostrada. Biała autostrada z miliardów gwiazd. To droga mleczna. Zjawiskowo piękna i nie pozwalająca oderwać od siebie wzroku.

Chicha

Chicha to odpowiednik naszego piwa. Tyle, że wytwarzany całkowicie z kukurydzy. W dużych miastach w restauracjach jest to najczęściej ciemnowiśniowy napój przypominający nasz kompot (i chyba nie ma procentów). Prawdziwa chicha wygląda zupełnie inaczej i jest wytwarzana w górskich wioskach. Do produkcji potrzeba:
1. kukurydzy,
2. wiadra,
3. starej Indianki.
Indianka bierze ziarna kukurydzy, rozgryza je w ustach i wypluwa do wiadra. Tak przyrządzony trunek zaczyna szybko fermentować i przypomina żółtą breję z grubym kożuchem na wierzchu. Smakuje to trochę jak kwaśna woda i jest podstawowym rozweselaczem na wszelkich lokalnych fiestach, gdzie doprowadza imprezowiczów do stanu błogiego snu.

Keczua

Dwóch ludzi układa drzewo na ognisko. Rozmawiają ze sobą w niezrozumiałym języku. To ojciec i syn. Nagle starszy zerka na nas i z dumą obwieszcza po hiszpańsku: - Właśnie mówimy w Keczua. Na to ja zapytuję: - A jak jest "dzień dobry" w Keczua? Chwila konsternacji, mamroczą coś do siebie po cichu, starszy krzyczy coś do innych Indian. Nie wiedzą??? No to ich nieświadomie zażyłem. Później dowiedziałem się, że nie ma prostego odpowiednika.

Kechua (po hiszpańsku Quechua, właściwa nazwa to runa simi) to język dzięki, któremu Inkowie utworzyli swoje imperium. Dziś mówi nim trochę ponad 10 milionów ludzi w Andach. W Peru i Boliwii jest jednym z języków urzędowych. Podobno mowa rasy Huttów z Gwiezdnych Wojen jest oparta na Keczua.

Huayna Picchu

Góra wznosząca się nad Machu Picchu. Jej nazwa w Keczua oznacza "młodą górę". Szczyt znajduje się około 360 metrów nad ruinami Machu Picchu i prowadzi do niego stroma, wymagająca niezłej kondycji, ścieżka. Przed wejściem na nią koniecznie trzeba się wpisać do specjalnego dziennika. Wpuszcza się dziennie tylko od 250 do 400 osób i tylko do godziny 13.00. Widok z góry jest magiczny. Trzeba tam być.

Masz jakąś nietypową pasję? Tańczysz flamenco? Piszesz wiersze? Jesteś znawcą kina hiszpańskiego? A może podróżujesz stopem po świecie? Chcesz podzielić się z nami swoją wiedzą? Pisz na adres: info@lamancha.com.pl

Żaden e-mail nie pozostanie bez odpowiedzi. Najciekawsze historie zamieścimy na naszej stronie internetowej, a prawdziwych pasjonatów zaprosimy do La Manchy na kolejne spotkanie z cyklu Od Barcelony do Buenos Aires. Spotkania miłośników kultury hiszpańskojęzycznej.

Serdecznie polecam szkołę języka hiszpańskiego La Mancha.

Najlepsza szkoła językowa, do której chodziłam. A mam przetestowane całkiem sporo;)
Już po pół roku nauki mogłam na wakacjach dogadać się na satysfakcjonującym poziomie.
Po roku uważam, że umiem bardzo dużo, a co najważniejsze - potrafię aktywnie używać języka!

Dla mnie rewelacja. Jest i wymowa i gramatyka i cierpliwość dla tych co mają gorszy dzień.
Ale nie na długo. Nie ma litości :) Na początek każdy dostaje pytanie jak mu minął tydzień lub co
planuje na weekend - takie małe sprawdzenie naszej formy. Ćwiczenia w mniejszych grupkach, różnorodne.

Bardzo polecam szkołę P Liliany. Pełen profesjonalizm, przesympatyczna atmosfera, w miarę potrzeb udogodnienia w kwestii grafiku czy dokonywania opłat.

Polecam La Mancha. Nauka j. hiszpańskiego na wysokim poziomie.

Bardzo dziękujemy za szybkie tłumaczenia „ w punkt“. Zawsze dobrze działają. Dziękujemy.

Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy i mamy pełne zaufanie do Pani Liliany. To profesjonalistka.

Ibereolica Sp. z o.o. desde el año 2012 ha venido utilizado los servicios de traducción de Liliana Poszumska (La Mancha), tanto para documentos comerciales como técnicos del sector, que siempre han destacado por su gran profesionalidad, calidad y rapidez. Sin lugar a dudas, recomendamos a Liliana Poszumska (La Mancha) para traducciones de cualquier índole.

 

Recibí asistencia por parte de Lila como traductora jurada y recomendaría sus servicios a cualquier español que necesite ayuda con el idioma polaco. Trato excepcional y siempre con una sonrisa :)

 

 

La Mancha es el lugar ideal si necesitas asistencia con cualquier traducción al español. Siendo Erasmus fue mi sitio de referencia para traducir todo tipo de documentacion oficial que necesitaba presentar. Recomendable 100%.


 

Telefon: + 48 530 732 544
Telefon: + 48 515 171 666
Wielkopolska 403
81-583 Gdynia
oraz
Batalionów Chłopskich 8/10
81-452 Gdynia